piątek, 22 stycznia 2016

#2 Blogerzy od kuchni- Ujrzeć słowa

Tym razem mój wpis będzie dotyczyć Adriany z bloga Ujrzeć słowa. 
"(...) Nie marzę o napisaniu książki, nie twierdzę, że będę pisać posty do końca moich dni. Nie wiem jak długo będę przelewać myśli na wirtualny papier, ale dziękuję samej sobie za tę determinację w tworzeniu czegoś dla innych, ale przede wszystkim dla siebie.(...)"


Kilka słów o mnie:

Cześć, z tej strony Adriana z Ujrzeć Słowa, kto nie zna tego bloga ten gapa. 

Wszyscy, którzy zajmują się amatorsko lub profesjonalnie pisaniem jakichkolwiek tekstów, zapewne postanowią przyznać mi rację w sprawie: że biurko jest najważniejsze. Tylko problem polega na tym, że mój kącik do pisania tekstów jest nietypowy, zapewne urąga wszystkim normom, które są wyznaczone by nie skrzywić sobie kręgosłupa. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na jakiś swój kącik do twórczych zadań, albo po prostu jest to wymówka jakich wiele.
Praca/Biurko
Mój kącik to zwykły stolik, na którym jest plątanina kabli wraz z laptopem. Jakiejś wielkiej historii wcale z tym miejscem nie ma, a raczej jest to związane z tym, że moje pokoje muszą być tak urządzone, że skośny dach (mieszkam na pierwszym piętrze w domie jednorodzinnym) nie pozwala mi za bardzo na wykorzystanie w pełni metrażu pokojów. A dodatkowo, podczas pisania mojej pracy licencjackiej (ojacie, jak dawno temu to było) spaliło mi się coś w komputerze stacjonarnym i wybór padł na zakup laptopa. W końcu poręczniejszy, ale z perspektywy czasu uważam, że był to zły wybór.
Jak to zwykle bywa (nie sugerujcie się zdjęciem), prawie zawsze jest na nim taki nieporządek, że strach się przyznawać. Są jednak rzeczy, których przy pisaniu recenzji nie może zabraknąć:
- cisza,
- kubek z kawą, a raczej mleko z kawą,
- papieros, niby ten zdrowszy bo elektroniczny,
- widok z okna.
Wydawać by się mogło, że i bez tych rzeczy recenzja może powstać. I zapewne tak jest, ale gdy mam przysłowiowe zawieszenie, to zerkam przez okno, patrzę na przejeżdżające auta, na kopalnię, i jakoś niemoc w pisaniu mija. 
Początek:
Blogowanie, jak i czytanie książek jest chyba najlepszym hobby, które do tej pory udało mi się na tyle oswoić, że czerpię z tego przyjemność. Prawie od dwóch lat staram się przelewać myśli dotyczące jakiejś książki i z każdym kolejnym dniem, z każdą kolejną recenzją, czuję się coraz bardziej dumna z postępów jakie udało mi się zaobserwować. Moje polonistki, byłyby chyba zdziwione, że ta Ada, która miała problemy z pisaniem wypracowań, potrafi teraz prawie bez zająknięcia pisać dłuższe teksty niż jeden akapit.
Nie marzę o napisaniu książki, nie twierdzę, że będę pisać posty do końca moich dni. Nie wiem jak długo będę przelewać myśli na wirtualny papier, ale dziękuję samej sobie za tę determinację w tworzeniu czegoś dla innych, ale przede wszystkim dla siebie. Mogę być dla wielu was przykładem, że nie łamcie się gdy wasza polonistka wpisuje wam kolejną dwóję, za nie wstrzelenie się w klucz, za te wszystkie błędy interpunkcyjne i stylistyczne, od których wasza praca jest cała czerwona. Każdy popełnia błędy, i wy również będziecie je popełniać, ale uczcie się na tych błędach, znajdźcie determinację i hobby, które sprawi wam przyjemność, a każdy dzień może być dość ciekawym wyzwaniem. Trzymam za was kciuki. Pamiętajcie: by zmienić świat, należy zacząć zmiany od siebie. Może ja zainwestuję wreszcie w biurko? W końcu nie chcę zostać damskim wydaniem Quasimodo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Zapiski książkoholiczki , Blogger