sobota, 13 sierpnia 2016

"Korona" Kiera Cass


Nie sądziłam, że ten dzień tak szybko nadejdzie i przyjdzie mi pożegnać się z Illeą oraz rodziną Schreave. Nie ukrywam, że za każdym razem nie mogłam się doczekać kolejnego tomu. Miałam cichą nadzieję, że koniec nie nastąpi tak szybko, ale niestety wszystko, co dobre szybko się kończy.

Eliminacje ciągle trwają, a Eadlyn zaczyna się coraz bardziej otwierać. Grono kandydatów na księcia się zawężają. Jednak przyszła królowa musi zmierzyć się z nowymi problemami. Jej brat bliźniak bierze potajemny ślub, a matka zaczyna niedomagać. Jednak to tylko część problemów z jakimi będzie musiała się zmierzyć Eadlyn. Aby wesprzeć rodzinę dziewczyna postanawia  zostać regentką i sprawować rządy. Kto będzie przyszłym mężem królowej? Czy Eadlyn może wszystkim ufać? Jak zakończy się cała historia?

Autorka pomimo tego, że zakończenie zbliża się nieubłaganie, bowiem jest to ostatni tom, to nie próżnuje i akcja ciągle trwa. Genialnie obrazuje metamorfozę Eadlyn, która z trochej rozkapryszonej i zamkniętej w sobie księżniczki zamienia się w odpowiedzialną i bardziej otwartą królową. Ponadto jej otwartość spowodowała, że zmieniły się jej pewne poglądy na świat i zyskała przyjaciół nawet tam, gdzie się ich nie spodziewała. Pisarce udało się również wpleść w akcję genialny wątek homoseksualny, który mnie zaskoczył, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pokazała, że to nie choroba i że takie osoby nie powinny być izolowane. Na ogromne brawa zasługuje również ukazanie miłości w czystej postaci, która pojawia się niespodziewanie tam, gdzie się jej nie spodziewano. A gdzie dokładnie? Tego nie powiem, sami się przekonajcie. Pojawiły się również spiski, bez których książka nie miałaby sensu oraz diametralne zmiany charakteru osób, których szczerze nie cierpiałam. Ponadto, pojawiły się kolejne zmiany polityczne w kraju, gdyż zniesienie klas mimo upływającego czasu nadal było problemem.

Nie zapomnijmy również o okładce, która jak zwykle przykuwa uwagę czytelnia. Fakt fanowska, złota okładka bardziej mi się spodobała, ale tej również nie mam nic do zarzucenia. Osobiście dałabym jednak tytuł „Królowa”, a nie „Korona”, ale to już bardziej detale.
Nic tak nie uświadamia obecności drugiej osoby jak jej zniknięcie.

Najbardziej jednak rozczarowało mnie zakończenie a raczej epilog, który pojawił się w książce. Okazało się takie nijakie, zbyt ogólne, jakby książka nagle się urwała. Żadnego opisu ślubu, ani grama informacji z przyszłości, jak toczą się dalsze losy bohaterów. To dało mi trochę do myślenia.
Przyjaciółka podesłała mi fanowskie tłumaczenie zakończenia, które podobno pojawiło się w oryginalnym wydaniu książki. Jeśli wierzyć fanom to było prawdziwe zakończenie i uwierzcie spodobało mi się o wiele bardziej. Kilka lat później, wszyscy żyją długo i szczęśliwie i zbierają się na kolejnym ślubie, tym razem już bez eliminacji. Nie zdradzę Wam czyim, bo to już byłby spojler, a przecież nikt ich nie lubi.
Trzeba pogodzić się z istnieniem niedoskonałości, nawet w rzeczach, które wydają się całkowicie doskonałe.

Podsumowując, ciężko mi jest się pożegnać z Illeą, ale jak wszyscy dobrze wiemy ciągnięcie danego cyklu dalej na siłę jest męczące zarówno dla czytelnika, jak i dla autora. Lepiej jak dany autor kończy w momencie, gdy powieść podoba się czytelnikowi niż, gdy uznawana jest za tzw. gniota. Zatem z czystym sercem polecam wam zapoznać się „Koroną”, jak i całym cyklem Rywalki, zwłaszcza że planowana jest ekranizacja.

Według mnie złota odsłona byłaby o wiele lepsza.




8 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej serii, dużo osób mówiło, że jest przesłodzona. I tak odkładałam przeczytanie jej. Chociaż teraz zastanawiam się czy nie sięgnąć po nią i zobaczyć czy mi się spodoba. Masz rację, złota odsłona byłaby o wiele lepsza <3
    Pozdrówka!
    Matrix25 ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Złota okładka przecudowna! Wiele dobrego słyszałam o tej serii, o dziwo nawet od facetów siedzących w naszej książkowej blogosferze. Jakoś jednak opis fabuły mnie nie przekonuje, nie lubię takich historii ;/ Z drugiej strony okładki są cudowne i chciałabym mieć tak ładne ksiązki na półce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej serii, więc nic merytorycznego o treści nie jestem w stanie napisać, ale okładki są bardzo ładne. ;) A ta złota, fanowska - naprawdę cudna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładki ma cudowne i od dawna chce po nią sięgnąć, jednak boje się, że to będzie właśnie taka wyśniona bajeczka.
    Pozdrawiam serdecznie
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam <333 Mi tam ta okładka się bardzo podoba, a złota ciut mniej :) Rozumiem Cię, bardzo ciężko jest się żegnać z Illeą, ale no właśnie z drugiej strony jakby pani Cass to ciągnęła to już nie miałoby takiego sensu :/

    P.S. Nie wiem czemu, ale zapomniałam poprzednim razem dodać Cię do obserwatorów, ale już nadrabiam :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam tej części, poprzednie owszem.
    Ja również wybrałabym tę złotą okładkę, ma w sobie to coś :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przede mną wciąż Jedyna, ale chyba zrezygnuję z kolejnych dwóch tomów opowiadających historię Eadlyn. Uwielbiam historię Americi i Maxona, jestem zauroczona ich słodką relacją, ale co za dużo to niezdrowo. Odrzuca mnie zwłaszcza to rozkapryszenie oraz arogancja Eadlyn, nie lubię takich postaci i boję się, że zepsułaby mi wrażenia po trylogii :<

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń