Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja2018. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 listopada 2018
sobota, 3 listopada 2018
piątek, 17 sierpnia 2018
Jenny Han - „Do wszystkich chłopców, których kochałam”
Kiedy jest się już dorosłym, ma własny dom, pracę oraz masę innych obowiązków, zaczyna się doceniać małe rzeczy. Kawa wypita w spokoju czy wspólny wieczór z ukochanym to rarytas. Pamiętam jak byłam młodsza i wyobrażałam sobie dorosłe życie. Tak, będę szczęśliwa, do niczego nie będę się zmuszać. Wiecie, cud, miód, orzeszki. Niestety rzeczywistość jest inna. Choć nie mogę narzekać na wszystko, to jest wiele do poprawy. Ostatnio szczególnie to odczuwam. Co wtedy robię? Wyznaczam sobie cele, które chcę osiągnąć. Podejmuję decyzję i choć są trudne do zrealizowania, to się nie poddaje. Na odstresowanie sięgam po komedie romantyczne, młodzieżowe, horrory (ciężko wytłumaczyć) oraz lekkie i przyjemne powieści, które dają mi się oderwać. Najlepiej jak pozwolą mi też powrócić do młodzieńczych lat, tamtych problemów. Tak, bardzo chciałabym mieć je teraz. Właśnie dlatego sięgnęłam po powieść Do wszystkich chłopców, których kochałam.
Najgorsze jest to, że przez ten głupi, nic nie znaczący pocałunek zacząłeś mi się podobać, chociaż nigdy wcześniej nie patrzyłam na Ciebie jak na ewentualnego chłopaka.
Lara Jean to nieśmiała dziewczyna, która bardzo często odpuszcza. Nie lubi pokazywać kiedy ją coś boli albo martwi. Rodzina jest dla niej najważniejsza. Chce być niewidzialna dla otoczenia, ale zdarzają się momenty, że brakuje jej uwagi. Zadurzyła się już pięć razy. Zawsze była to głęboko skrywana miłość, którą chowała w środku siebie. Gdy uczucia są zbyt przytłaczające – pisze list miłosny, który adresuje, ale nigdy nie wysyła, tylko chowa w pudełku. Tak radzi sobie z odrzuceniem. To jej sposób na przetrawienie wszystkiego. Pewnego dnia listy znikają i zaczyna się ciąg śmiesznych, ale również przerażających sytuacji. Co z tego wyniknie? Czy Lara Jean będzie szczęśliwa?
Muszę przyznać, bez bicia, że z książką miałam nie lada problem. Owszem, słyszałam o wcześniejszym wydaniu, ale jakoś zawsze nie było nam po drodze. Wpływ na to miał fakt braku kolejnych części w naszym języku. Aż do teraz. Wzięłam książkę, zaczęłam czytać i po kilkudziesięciu stronach... odłożyłam. Nie mogłam przebrnąć. Mimo że tematyka wydawała się ciekawa, bohaterka była bardzo dziecinna, a styl pisania mi nie przypadł do gustu. I tak krążyliśmy koło siebie ze dwa dni. Stwierdziłam, że jednak muszę skończyć to co zaczęłam. Po skończeniu cieszę się, iż nie odpuściłam, ponieważ wiele bym straciła.
Zależy ci tylko na chłopakach, którzy z jakiegoś względu są dla ciebie poza zasięgiem. A wiesz dlaczego to robisz? Dlatego, że się boisz - Czego się tak boisz?
Lara Jean to dziewczyna zamknięta w sobie, która rzadko mówi o swoich uczuciach. Stara się jak najlepiej, żeby wszyscy wkoło byli zadowoleni. Mieszka z siostrami i tatą. Mama umarła, a jej obecność cały czas jest odczuwalna w domu. Członkowie rodziny bardzo często ją wspominają. Samotny ojciec stara się jak może w babskim środowisku. Dziewczyny bardzo mu pomagają. Zawarły pakt, w którym będą tacie zawsze pomagać. Sytuacja się trochę zmienia kiedy Margot, najstarsza siostra Song, wyjeżdża na studia o Szkocji. To ona zawsze zajmowała się wszystkim i pilnowała żeby nie było wpadek. Teraz ten obowiązek spada na główna bohaterkę. Często zapomina o sobie. Dlatego też stosuje metodę niewysłanych listów miłosnych. Skrywa swoje uczucia i nie chce nikomu o nich mówić. Niespodziewana ich wysyłka jest najlepszą i jednocześnie najgorszą rzeczą jaka ją spotkała. Opisała w niej uczucia, również do byłego chłopaka siostry. Aby uwierzył, że to stare dzieje, postanawia zgodzić się na pewien kontakt.
Podoba mi się, naprawdę jestem zauroczona powieścią. Mimo topornego początku, całość jest słodko gorzką historią o dorastaniu, tęsknocie, potrzebie akceptacji, wybaczaniu i wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. Główna bohaterka jest idealnym przykładem, że nastolatka nie musi się buntować, żeby być ciekawą postacią. Autorka przedstawiła ciekawą tezę – grzeczne dziewczynki również mogą być interesujące. W świecie, gdzie dominują odważne i twardo stąpające po ziemi kobiety, Lara Jean jest kimś innym. Nie ma w niej wulgarności, potrzeby błyszczenia. Jest taka jak my. Ma swoje obawy, troski, zmaga się odrzuceniem, brakiem akceptacji, wyszydzaniem. Zapewne każda z nas zmagała lub zmaga się z nieodwzajemnioną miłością. Stwierdziłam, że bohaterka targają takie same emocje, jak mną gdy miałam naście lar. Ba! Nawet teraz, mimo że licznik pokazuje 30. Jest jednocześnie delikatna i rozsądna. Podoba mi się, a naprawdę nie myślałam, że tak będzie.
Powieść jest typową młodzieżówką, która opowiada o nastoletnich problemach, jednak przesłania z niej płynące można zastosować w dorosłym życiu. Jak pisałam wcześniej, ostatni czas nie jest dla mnie łatwy. Dużo w nim wątpliwości oraz zmagania się z własnym ja. Poczucie niespełnienia i porażki – norma. Każdy, kolejny przykład, że nie jestem sama, jest na wagę złota. Powieść pozwoliła mi się wypłakać, ale również śmiać. Spadł mi częściowy ciężar z barków, a dziura w środku jakby trochą zmalała.
Autorka ma bardzo specyficzny styl pisania. Naprawdę! Jeśli się go nie polubi, to nic z tego nie będzie. Czyta się szybko, ale pierwsze kilkadziesiąt stron trochę przynudza i nie zachęca do czytania. Radzę wam przez nie przebrnąć, ponieważ potem jest tylko lepiej. Po skończeniu powieści, w głowie pojawiło się słowo: uroczo, bo właśnie taka jest lektura. Słodka, dziewczęca, pełna dziwnych i wywołujący chichot sytuacji. Podczas czytania zamieniłam się w nastkę, która z wypiekami na twarzy, cieszyła się, że żenujące sytuacje nie trafiły na nią. Jednocześnie trzymałam kciuki żeby Sara Jean przełamała swoje opory i zaczęła żyć. Przestała się tyle martwić. Płyneła z nurtem jaki los jej daje.
Jenny Han bardzo dobrze nakreśliła wątek miłosny, ale głównie skupia się na rodzinnych relacjach. To właśnie one są motorem napędowym wszelkich działań rodziny Song. To jak radzą sobie z problemami i wzajemnie wspierają jest godne podziwu. Zapewne wiele osób pozazdrości im takich relacji.
Cudowna, wspaniała i kochana (tak wiem, dziwne stwierdzenie) powieść, który jest lekka, przyjemna oraz pouczająca. Najlepiej trafi do młodych, którzy właśnie wchodzą w dorosłość. Da pociechę, ukojenie. Dorośli z sentymentem wrócą do dawnych czasów. Przypomną sobie jak to było mieć naście lat. A od dziś możecie zobaczyć ekranizacje te cudownej książki na Netflix.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Katarzyna Gnacikowska vel Sowix
piątek, 10 sierpnia 2018
środa, 8 sierpnia 2018
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
środa, 25 lipca 2018
Kylie Scott - „Lick”
Erotyki, to gatunek, który bardzo lubię, ale podchodzę do nich z dużą rezerwą. Boje się, że kolejny tytuł mnie niemile zaskoczy, obrzydzi, wywoła odruch wymiotny czy po prostu zniesmaczy. Oj tak... I takie przypadki były. Po konkretnym tomiszczu mam ochotę krzyczeć, a egzemplarz ląduje jak najdalej od mojej osoby. Nie ma mowy żebym jeszcze raz podniosła takie cudo. Możecie się dziwić, ale to już jest szczyt, żeby mnie obrzydzić. Jestem osoba, którą naprawdę ciężko jest wprowadzić w taki stan. Nie mówiąc już o jakiś krępujących sytuacjach. Szczególnie rozmowami o seksie. Nie jest to temat tabu.
Ker Dukey, K. Webster - „Skradzione laleczki”
Mam tyle myśli, które pragnę przedstawić wam już, teraz, natychmiast o Skradzionych laleczkach. Istny mętlik w głowie. Chciałabym żebyście dobrze odebrali moje słowa, bo jak relacjonuje na żywo swoje wrażenia, to ludzie patrzą na mnie na jak na wariatkę. Uwierzcie mi, jest o czym gadać. Opis książki obiecuje mrok, kontrowersyjne sytuacje, strach, ból i czytanie książki na wdechu. Chcecie wiedzieć jak było u mnie? Zapraszam do recenzji.
środa, 11 lipca 2018
Vi Keeland - "Bossman"
"Strach nie powstrzyma śmierci. Ale zatrzyma życie"
"Nie skupiaj się na tym co może się stać. Skupiaj się na tym, co jest teraz."
Nieudana randka? Każdy pretekst do ucieczki jest dobry? Jasne! Zadzwoń do przyjaciółki! Ciocia chora, wypadek samochodowy, czy kot na drzewie - wszystkie chwyty dozwolone. Reese podczas nieudanego spotkania, chcąc jakoś się od tego wykręcić, poznaje zabójczo przystojnego faceta. Cud, miód i orzeszki! Kiedy tajemniczy nieznajomy postanawia uratować dziewczynę przed klapą wieczoru, jej serce zaczyna bić szybciej. Szkoda, pewnie nigdy więcej się nie spotkają...
Reese jest ułożoną, pyskatą i przezabawną kobietą. Twardo stąpa po ziemi i nie boi się mówić niewygodne prawdy. Nie ma szczęście w miłości, a może już ma?
Chase to jeden z tych mężczyzn, którzy łączą przyjemne z pożytecznym. Założył firmę, wymyślił od groma produktów w tym boski wosk do cipek i dzięki temu zaliczał dziewczyny cały czas. W życiu głównego bohatera zdążyło się coś, przez co jego życie nie było spokojne. Dręczony wyrzutami sumienia mężczyzna postanawia zacząć wszystko od nowa.
"Czy naprawdę tego chcesz? Będziesz tam siedział każdej nocy? A co się stanie, jeśli zacznę przyprowadzać mężczyzn, których będę chciała przelecieć? Jak ma to działać? Uściśniecie sobie dłonie i zapytasz go, kiedy ze mną skończy, żebyś wiedział, o której możesz wrócić na wartę?"
Uważam, że ta książka jest bardzo dobra. Nie nudzi, jakoś bardzo nie smuci, emocje są, napięcie również, tajemnica też się zdarza. Jeśli lubisz romanse, a najważniejsze romanse biurowe z przystojniakiem w tle, śmiało sięgnij po "Bossmana" genialnej Vi Keeland. Podoba mi się, że widzimy świat głównych bohaterów z obu punktów widzenia - to wiele ułatwia oraz mamy możliwość poznania ich zdania. Lekki styl w jakim napisana jest ta powieść sprawia, że przyjemnie i szybko się ją czyta. Chociaż nie wiem czy to plus. Bohaterowie mnie nie irytowali. Fabuła może nie oryginalna, ale za to ma w sobie coś, co do mnie przemawia. Jestem na TAK !
Moja ocena 10/10
Anna Gołuch-Bidas
Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
sobota, 30 czerwca 2018
K.A. Linde - "Teraz albo nigdy"
"Pragnęłam jedynie odwrócić się i spojrzeć na niego. Tak, właśnie dlatego nigdy nie próbowałam poderwać Patricka. Zależało mi na tym, żeby nie zniszczyć naszej przyjaźni i swobodnej, naturalnej relacji. Po prostu chciałam, zebu zauważył mnie dla mnie samej."
To już czwarta część serii Mister Wright. Są zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy tego cyklu. Ja z całą pewnością jestem na "TAK". Wszystkie części są zabawne, momentami owiane tajemnicą, trzymają w napięciu, a emocji im nie brakuje! W pierwszej części poznaliśmy Jensena i Emery, w drugiej Londona i Heidi, a w trzeciej Austina i Julię. Wszystkie te pary łączy przyjaźń, więzy rodziny, a także problemy. Okładka czwartej książki moim zdaniem jest najlepsza, w taki sposób wyobrażam sobie tę parę czyli Morgan i Patricka. Opis na odwrocie nie zdradza zbyt wiele nie zdradza, tyle ile potrzeba, aby w nas rozpalić ciekawość. Wkradł się tam niestety błąd. Patrick miał na nazwisko Young, a nie Wright. Lubię twórczość autorki. Są lekkie, a bohaterowie mnie nie irytują.
"Oddychaliśmy tym samym oddechem. Jej serce biło moim rytmem. Jej gesty były moimi gestami. Byliśmy idealnie zestrojeni. Przekraczając tę granicę, zaczęlibyśmy wciąż pokonywać kolejne."
Pamiętacie Morgan? Tak, tak, tą pracoholiczkę, która myśli tylko o pracy, otóż umiera ona z miłości do Patricka, przyjaciela brata. Ten jej nie zauważa, nie zdaje sobie sprawy z tego, że ona go pragnie. Mimo wszystko jest tak zapatrzona w pracę, że ani się obejrzy, a będzie druhną na ślubie jego siostry. Morgan to wycofana bohaterka. W poprzednich częściach bardzo było jej mało. Tutaj poznajemy nową Mor. Z jednej strony pracoholiczkę, a z drugiej kochającą, otwartą i śmiałą, ale przede wszystkim wesołą młodą kobietę. Nastawiona na sukces w pracy, ale i również w życiu prywatnym. Wszystko to dzięki najlepszemu przyjacielowi Austina.
Patrick do pewnego momentu nie zauważał Mor. Ale tak naprawdę uważał, że to nie jego liga, że nie jest wystarczająco dobry, ale przede wszystkim myślał o niej, jak o młodszej siostrze. Do pewnego momentu. Trzeba było nim wstrząsnąć aby się ogarnął. Dzięki temu zyskał nowe życie, lepsze życie, zupełnie inne, którego nawet sobie nie wyobrażał.
"A potem pocałowałem ją zachłannie. Pragnąłem smakować każdy centymetr jej skóry. Jeszcze nie była całkowicie moja. Czekałem cierpliwie. Wiedziałem, że nie mogę jej potraktować tak jak innych. Nie była taka jak inne. Kiedy w końcu związaliśmy się ze sobą, chciałem wybrać właściwy moment. Chciałem, żeby to coś znaczyło."
Linde po raz kolejny mnie zachwyciła. Może i jej historie są szablonowe, ale z pewnością nie nudne. Zostałam mile zaskoczona obrotem spraw w tej książce. Podobała mi się, dobrze wiedzieć, że Morgan potrafi "wyjąć kija z dupy" i się wyluzować. Książka przede wszystkim lekka. Napisana jest z perspektywy obojga bohaterów, dzięki czemu możemy dokładniej poznać ich odczucia. To wielki plus, lepiej się ją czyta. Dobrze się przy niej bawiłam. Emocji nie zabrakło. Akcji jakoś wiele nie było, ale akurat w twórczości tej autorki mi tego nie brakuje. Nie zabrakło zgrzytów rodzinnych oraz spisku. Autorka pokazała, że nie nasza liga, nie zawsze jest poza zasięgiem. Musimy dążyć do tego na czym nam zależy. Polecam! Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z tą serią, zachęcam. Opinie są podzielone, ale tak jest zawsze, mnie się podoba. Recenzję wcześniejszych części znajdziecie tutaj: "Dziewczyna mojego brata", "Dobry wybór" oraz "Spróbujmy jeszcze raz".
Moja ocena 8/10
Anna Gołuch-Bidas
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Burda Książki
piątek, 29 czerwca 2018
czwartek, 28 czerwca 2018
Vi Keeland - "Egomaniac"
"Może to kwestia tego, że było już późno, a może dotarło do mnie, że straciłam oszczędności swojego życia i nie miałam gdzie przyjmować pacjentów, ale mój zdrowy rozsądek zniknął. Rzuciłam się na tego niczego się niespodziewającego człowieka, Dosłownie zerwałam się z krzesła, stanęłam na nim, przeskoczyłam na stolik, a potem rzuciłam się na faceta."
czwartek, 31 maja 2018
B.N. Toler - "Tam, dokąd zmierzamy"
wtorek, 22 maja 2018
L.A. Casey Bracia Slater - "Kane" i "Aideen"
Seria o braciach Slater jest fenomenalna, o czym mogliśmy przekonać się czytając poprzednie części: Dominic, Alec, oraz krótkie nowelki: Bronagh, Keela. Nareszcie nadszedł czas na Kane oraz Aideen. Całą serię łączy ogromne poczucie humoru, które towarzyszy nam od pierwszych stron książek. Okładki są piękne! Nawiązują do książek, przez co możemy dokładnie wyobrazić sobie postacie. We wcześniejszych częściach serii, poznaliśmy już odrobinę Kane. Wiemy czym się zajmuje. Z opisu postaci wiemy, że posiada on liczne ślady na ciele - co jest pokazane na okładce.
Natomiast jeśli chodzi o okładkę "Aideen" - no cóż, jestem trochę zniesmaczona. Dlaczego? Otóż na okładce pokazany jest brzuch ciążowy głównej bohaterki, nie miałabym nic przeciwko gdyby nie te rozstępy, które niestety uwiecznili. Ciało kobiety przy ciąży zmienia się, to oczywiste, ale dlaczego robią to okładce takiej fajnej książki?!
"Kane"
W każdej części poznajemy poszczególnych braci Slater. Jako ten najbardziej skryty Kane, niewiele zdradził na swój temat w poprzednich powieściach. Przyznam się bez bicia, że trudno napisać recenzję książki, tak aby nie zdradzić za wiele, ale żeby zaciekawiła. Postać Kane, od początku mnie intrygowała, ten niewybijający się, skryty mężczyzna, jednak ma wiele do powiedzenia. Jest groźny, o czym przekonacie się czytając tę powieść, ale i również bardzo słodki! Jego słowne przepychanki z pewną panią dostarczają mnóstwa śmiechu i radości.
"Włoski stanęły mi na dęba na karku, a oddech przyspieszył. Podeszłam powoli na palcach w stronę głosów, chociaż każda komórka mojego ciała krzyczała, bym uciekała w przeciwnym kierunku."
Oczywiście w każdej części zdarzały się dramaty, bez dwóch zdań i tutaj coś się wydarzyło. Co jak co, ale autorka potrafi nam zapewnić wszelkie możliwe emocje. Myślę, że L.A Casey dojrzewa z każdą książka. Najsłabszy był Dominic, ale i tak możemy zauważyć w nim ogromne pokłady nadziei. "Kane" jest absolutnie najlepszym dziełem pisarki. Jestem do tego stopnia zakochana w tej serii, że nie dostrzegam jej minusów, no może po za jednym. Największym i niewybaczalnym minusem moim zdaniem jest to,że tak szybko się kończą!!
"Aideen"
Kiedy nie chcesz rozstać się ze swoimi ulubionymi bohaterami, sięgnij po Aideen, która na moment zaspokoi twój wewnętrzny głód. Niestety nie na długo, ponieważ jest bardzo krótka. "Aideen" to dopełnienie historii, o niej i Kane. Kiedy termin porodu zbliża się wielkimi krokami, młoda mama otoczona jest przez wielkich samców Slater! Nie muszę już chyba dodawać, że to bardzo śmieszne? 😋 Ale to nie wszystko co ma dla nas ta część. Otóż autorka pokazuje nam z czym muszą sobie poradzić bohaterowie, jakie uczucia im towarzyszą i jaki stres przechodzą przed wcieleniem się w najważniejszą rolę życia. Jakby tego wszystkiego było mało, ktoś powraca! Czy to was zaciekawiło?
"Chociaż nie wiedziałam, co planował, to ufałam mu całkowicie, bo kochałam go równie mocno jak własne życie."
Każda książka z serii Slater jest inna, ale łączy ją jedno - rodzina na pierwszym miejscu mimo wszystko. Nieodłącznym elementem jest figlarność, która łączy wszystkie części. Fala różnych uczuć oraz świetne przepychanki słowne to atuty tych powieści. Lekki styl, nie męczy. Historia bawi, umila nam czas. Ta recenzja jest krótka, ale to dla waszego dobra. Boję się, że mogłabym wam zbyt wiele zdradzić, a wtedy to nie byłoby takie samo. Dla czytelników, którzy mieli już styczność z autorką oraz tą serią, to jasne, że można ją brać w ciemno! Nie potrzebne czytanie opisu czy dodatkowe zapewnienia. Jest fenomenalna i warta uwagi!
Moja ocena 10/10 !
Anna Gołuch-Bidas
Za możliwość przeczytania książek, bardzo dziękuje Wydawnictwu Kobiecemu !



